Kino bez limitu za 50 zł miesięcznie

 

Pod koniec ubiegłego roku na miasto gruchnęła nowina. W Cinema City będzie promocja: nieograniczony wstęp do kina za 50 zł miesięcznie.

 

Prawda?

Prawda.

 

 

Z tymże nie do końca.

 

Bo chociaż karnet kosztuje faktycznie 50 zł na miesiąc, to zapłacić trzeba za cały rok z góry. Czyli 600 stów z kieszeni pryska.

 

A nawet trochę się jarałem. Na początku.

 

Potem uznałem, że to przecież nie dla mnie. Do kina chodzę raz na miesiąc albo rzadziej. Przeważnie z żoną, więc już dwa takie karnety wchodziłyby w grę. I jak już idę, to staram się wyhaczać promocje.

A w ogóle to nie ma tylu dobrych filmów w kinach cobym biegał do nich co tydzień.

 

Skoro nie dla mnie, to dla kogo jest ta okazja?

 

Czy na naszym rodzimym rynku, zdominowanym przez wielkie opakowania serów, promocje 2+1 i zniżki dla partnerów, karnet do Cinema City to nie cudowny ukłon w stronę starych panien i kawalerów?

Zwanych, nie wiedzieć czemu, singlami.

 

Jestem ciekawy kto jeszcze, oprócz mojego szwagra, skorzysta z tej promocji.

Ja, zamiast kina, wybiorę się do jakiegoś małego warszawskiego muzeum. Podejmę wyzwanie

 

A już niedługo na samej górze tego bloga znajdziesz wykaz Małych Muzeów Warszawy i moją opinię na temat tych już odwiedzonych. 

Na wizytę w nich czekam równie niecierpliwie co na kilka filmów i seriali, których premiery już lada tydzień.

Także tego... kto idzie ze mną na Deadpool'a?