Łuk triumfalny w Warszawie

Szpital, przedszkole, może jakiś plac zabaw. To na pewno przydałoby się mojemu miastu. Ale Łuk Triumfalny? Rzucony w przestrzeń temat budowy nowego pomnika znowu wzbudził dyskusję. I masę hejtu z obydwu stron.

 

 

 

 

 

Zaczęło się latem 2014 r. od Towarzystwa Patriotycznego. O istnieniu tego tworu dowiedziałem się właśnie przy okazji tytułowego łuku. Sama organizacja jest do cna pisowska - i tu pewnie należy się doszukiwać powodów hejtowania jej pomysłów przez większość środowisk miejskich, którym z pisiorami nie po drodze.

 

Towarzystwo w osobie Jana Pietrzaka rzuciło pomysł: A może by tak na 100 rocznicę bitwy warszawskiej postawić w stolicy łuk triumfalny?

 

No to prezydentowa, podpierając się dziadkiem, odparłaAle co to by miał być za łuk? A duży?A w ogóle to jest passe. 

 

Marszałek Struzik dodał chytrze: Zamiast łuku zbudujmy most i nadajmy mu imię Bitwy Warszawskiej! 

 

W międzyczasie Wanda Nowicka uznała, że tęcza na pl. Zbawiciela to taki w sumie łuk triumfalny. To po co drugi?

 

W następnym roku wydarzyły się dwie rzeczy, które zmieniły sytuację.

 

Wybory i milioner-dziwak. 

 

Panująca niepodzielnie władza nie chciała narażać się prawicowemu elektoratowi i przychylniejszym okiem (a było to oko wice-prezydenta Wojciechowicza) spojrzała na projekt łuku. 

 

 Jednocześnie, z nieba spadł Jan Żyliński, polski milioner mieszkający w Anglii, który nie ma swojej strony na wikipedii a znany jest z tego, że wyzwał na pojedynek Nigela Farage'a. Sięgnął do kiesy, zastrzegając, że jak łuk - to z rozmachem, a nie jakieś modernistyczne kwadraty. 

 

Próbkę jego gustu widać na pomniku Złotego Ułana w Kałuszynie, który ufundował. 

 

Pomnik, nie Kałuszyn. 

 

 

 

Zaczęły się spotkania inicjatorów z władzami miasta. Od słowa do słowa - ustalono miejsce. 

 

 

Gdzieś tutaj, z tego co rozumiem. 

 

 

Tak Żyliński jak i rzeczniczka prezydenta podkreślali, że to dopiero wstępna lokalizacja i nie ma co drzeć japy. Jednocześnie drąc japę, że budują łuk.

 

Od razu raban podnieśli krytycy sztuki, architekci i konserwatorzy. Że nie można, że ciasno, że jaki łuk a po co nam to etc. 

 

W międzyczasie pan milioner uznał, że nie ma co się ograniczać i trzeba wymyślić dla łuku jakąś funkcję. Na portalu wawalove powiedział tak:


Wewnątrz tego warszawskiego będzie 3,5 tys. metrów kw. powierzchni użytkowej na dziewięciu piętrach. Włącznie z tarasem widokowym na szczycie, z którego rozciągać się będzie widok na całe miasto. Wewnątrz łuku będzie muzeum, sklepy, kawiarnie, restauracje i tak jak w Londynie, będzie można wynająć sale. Będzie też niewidoczny, ponieważ ulokowany pod ziemią, parking na 300 samochodów. Znajdzie się tam również pasaż podziemny, który połączy parking z łukiem i gdzie będą znajdowały się sklepy. Zakładamy jednak, że powierzchnię wynajmą jedynie polskie firmy – wzornictwo, biżuteria, czyli rzeczy, które mogą zainteresować zwiedzających.

 

Co błyskawicznie internety (czyli Miasto Jest Nasze) skwitowały taką grafiką:

 

 

Można by jeszcze długo opisywać perypetie biednego łuku, ale nie ma sensu dzielić włosa na czworo. W skrócie: jedni apelują, inni protestują. 

 

A ja cieszę się. 

 

Po pierwsze z tego, że temat jest ruszony. 

 

Nie ma w Warszawie miejsca gdzie mógłbym iść z obcokrajowcem i opowiedzieć, jak skopaliśmy czerwone sołdackie tyłki kiedy ich ambasador czyścił w pociągowym przedziale zabrudzone strachem spodnie.

 

Po drugie, bo ktoś jednak poszedł po rozum do głowy i zaapelował o konsultacje społeczne. Ważna sprawa, ważny pomnik - wolałbym  nie robić tego na hurra. 

 

Jednocześnie, nie jestem przekonany co do formy. I nie mam tu na myśli łuku-biurowca, ale łuku jako takiego. 

 

Widziałem jeden w Berlinie, w Londynie i dałbym głowę, że kilka sztuk stoi gdzieś w Rzymie. Ale jakoś nie kojarzę żadnego "polskiego" łuku. 

 

To nie jest moje. Nie jest "stąd".

 

Fakt, jakoś tam łączy się po rzymskiej kądzieli z korzeniami mojej cywilizacji. I może z czasem przyzwyczaiłbym się do niego. Z czasem spowszedniałby mi. I tego się boję.

 

 

Wolę, gdy pomnik mnie porusza. Łuk, nie dość, że obcy formą, to (mówię to zgadzając się z zaciśniętymi zębami z Bufetową) wyjęty żywcem z XVIII wieku. 

 

Jak pomnik Kościuszki! 

Kojarzysz go? Widziałeś go chociaż? Zapamiętałeś?

 

A przecież stoi, i to na tej samej osi saskiej na której ma stanąć łuk. 

 

Mam przeczucie, że łuk triumfalny - nawet bez dziwacznych pomysłów pana Żylińskiego - stałby się po prostu kolejnym budynkiem. Bez siły oddziaływania na otoczenie. Oazą graficiarzy i obszczajmurków.

 

Dlatego wolałbym coś bardziej "od nas". I biadolę nad tym, że nie potrafię podać jakiegokolwiek przykładu. 

 

I wymyślić lepszej puenty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz