Wspólny mianownik

Dajesz Owsiakowi? Pakujesz "szlachetne paczki"? A może, o zgrozo, wspierasz Caritas?

Cokolwiek robisz, przygotuj się na charytatywny hejt.

 

 

Kilka dni temu zostałem zwrócony światu internetu. Przez ostatnie miesiące fejsbuka używałem prawie wyłącznie do propagandy projektu, którego byłem częścią.

Ale skoro Święta, skoro wolne - dalejże, zacząłem hasać raźno po necie niczym rącza łania.

 

I co się okazało.

 

Ano, najpierw jeden poseł (poseł - żaden wiceminister, kierownik czegokolwiek tylko zwykły panoczku parlamentarzysta) napisał na twitterze jakieś pierdoły na temat WOŚP. Właściwie można by przejść ponad tym... ale skoro jest okazja, żeby przypieprzyć w Kaczora chorymi dziećmi to czemu by nie?

Lawiną posypały się komentarze w stylu "Nie zabierzecie nam orkiestry!" albo "PIS chce zlikwidować WOŚP!".

 

I na nic się już zdały wypowiedzi ludzi z MSW, że oni niczego nie zakazywali etc. Jeden pajac, choć nie-decydent to krzykacz, ważniejszy jest przecież dla mediów niż fakty.

Ta mała ruchawka była wstępem do corocznego wysypu artykułów oceniających kto jak pomaga, ile zbiera i na co przeznacza pieniądze.

 

Jedni krzyczą, że Owsiak złodziej.

Inni, że Paczka to hucpa bo dają nie tym, co potrzebują.

A - i jeszcze Caritas, ciemnogród, strzyżenie owieczek i prywatne interesy kleru. 

 

Zaraz też w narracji tworzy się podział na tych co dają jednym albo drugim. A część nie poprzestaje na dawaniu. Przy okazji pisze jeszcze co myśli o "tych drugich". I z politowaniem kręci głową nad naiwnością frajera, który wrzuca złotówki do puszki Owsiaka/Caritasu. 

Jak co roku obywatel może się przy okazji Świąt dowiedzieć ile państwo przeznacza na Kościół, ile Owsiak wsadza z puszek do prywatnej kieszeni i komu rządzący, parafrazując, robią "łaskę" a komu nie.

 

Tworzy się sztuczny i nieprawdziwy obraz instytucji charytatywnych, które walczą między sobą o...nie wiem o co - o czas antenowy? więcej zer na koncie? lajki na fejsie?


 

A mi to wisi.

Tak szczerze i w skrócie.

 

Nie chcę debatować nad tym kto zebrał więcej pieniędzy. Ani nad tym ile z tych kwot trafia rzeczywiście do potrzebujących. Jeśli mam wątpliwości co do efektywności jakiejś fundacji to jej po prostu nie wspieram. Mam co najmniej setkę alternatyw do wyboru!

Nie chodzi przecież o to kto zbierze więcej forsy, kto zrobi lepszy koncert na finał akcji ani czyich reklam w telewizji będzie więcej.

 

Chodzi o pomoc tym, którzy są w potrzebie.

 

I kiedy patrzę na ilość forsy, jaką co roku oddajemy z naszych portfeli przy okazji około-świątecznych akcji, to myślę, że wcale nie jesteśmy tacy źli, zawistni i buraczani. 

 

 

Ci co dają Owsiakowi, ci co pakują paczki i ci co po niedzielnej Mszy wrzucają bilon do puszek Caritasu. 

 

Może i dzielą ich poglądy. 

Ale łączy chęć pomagania.

To chyba dobry mianownik.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz