Zanim oplujesz kogoś na fejsie

Tęczowi homosie, biało-czerwoni faszyści, zwolennicy aborcji i tropiciele rosyjskich agentów. Znajdziesz ich wszystkich w jednym miejscu. Wśród moich znajomych.

 

 

 

Czy się gryzą? Nie bardzo.

 

Choć powodów do wzajemnego obrzucania się błotem jest coraz więcej.

 

W czasie kampanii wyborczej jedni przekonywali mnie, że za Dudą stoi Kaczyński, inni że Komorowski to analfabeta.

 

Po wyborach jedni ogłosili zmartwychwstanie Polski, inni zbierali na "drugiego tupolewa" i buldupowali nad przymusową emigracją.

 

W tzw. międzyczasie odbyła się wojna o JOWy i o to czy Kukiz jest politycznym bersekerem czy reinkarnacją Peryklesa. Inwektywy latały z jednej i z drugiej.

 

Potem referendum. Przypieprzenie w opozycję przed wyborami - doskonały manewr taktyczny. Ale kiedy pojawił się kontratak, wojna przeniosła się na FB. I nagle okazało się, że dopisanie kilku pytań jest albo próbą zamachu stanu albo moralnym obowiązkiem każdego polityka.

 

A tydzień temu internet zalała tęczowa fala. Mieszkańcy całego uniwersum zmieniali swoje zdjęcia profilowe bo w USA Sąd Najwyższy uznał, że zakaz ślubów homoseksualistów jest niezgodny z konstytucją. Ta decyzja wywołała wielką, niczym nie wyjaśnioną radość.

 

Z czego?

 

Z tego, że tysiące mil od brzegów naszego kontynentu jakiś Jeff i Harry będą mogli - no właśnie, co?

 

Rozumiem zamienianie avatarów w symbole, które są da kogoś ważne i z którymi się utożsamia. 

 

Ale jakoś mam przeczucie, że tęczowe barwy na wielu fotkach miały mi powiedzieć:


"Spójrz, jestem taki nowoczesny i chociaż żyję w tej ciemnogrodzkiej dziurze, to całym 'sercem' wspieram prawa uciśnionych gejów i lesbijek!".  

 

I dobrze. Po to ktoś wymyślił media społecznościowe, żeby wszyscy mogli dowiedzieć się co jadłem na śniadanie, który level w debilnej gierce zaliczyłem i co sądzę o małżeństwach jednopłciowych. 

 

Żeby było jasne - jestem wielkim zwolennikiem manifestowania swoich opinii i przekonań (nie leveli). 

 

 

Trzeba mieć tylko świadomość, że mówienie o tym co się myśli może sprowokować innych do odpowiedzi i - często - nie zgodzenia się z tobą. I tu jest biedne psisko pogrzebane. 

 

Byłem świadkiem sytuacji, w których fejsbukowi piewcy różnorakich haseł zderzali się z krytyką i reagowali agresją, bluzgami lub w najlepszym przypadku fochem. Ostrzegam - takie zachowania podnoszą ciśnienie i człowiek żyje krócej.

 

 

Dlatego kiedy następnym razem udostępnisz jakiś artykuł albo napiszesz coś na swojej tablicy - bądź gotowy na wysłuchanie opinii. Jeśli ktoś narusza zasady dobrego wychowania to banuj chama. 

 

Ale nie dziw się, że ktoś przeczytał to co napisałeś i miał inne zdanie. To się zdarza. I może być ubogacające, jeśli potrafisz słuchać. 

 

2 komentarze:

  1. Wydaje nam się, że często też jest tak, że ludzie ulegają fali jakiegoś zainteresowania, np. zmieniając swoje zdjęcia profilowe na tęczowe. Zazwyczaj nie wiedzą o co chodzi i nie potrafią się zmierzyć z krytyką w nich wymierzoną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to znak, że mają za dużo wolnego czasu na jego marnowanie :)

      Usuń