W dobrej wierze - na rowerze

Złota polska jesień, a zatem wsiadam na rower i popedałowuję w plener.

Popedałowuję chodnikiem, bo spróbuj panie jechać po Alejach Jerozolimskich rowerem. Trzeba mieć nie tylko dobry sprzęcior i zbroję ale przede wszystkim żelazne cojones.




Rower mam taki sobie, ochraniaczy żadnych - więc popylam raźno chodniczkiem.


Niedziela, pusto - słonko wali prosto w ślepia. Aż chce się żyć. I pedałować.


Naraz patrol słoneczny macha do mnie przyjaźnie plastikowym lizakiem.


- Proszę pana, ta droga jest dla pieszych!


Rozglądam się po pustym jak kieszeń rencisty chodniku i z pokorną miną mówię:


- Ale ja tylko ten kawałek....


Z władzą się nie dyskutuje. (Zwykle nie ma o czym). Zjeżdżam na ulicę, św. Krzysztofie ratuj, i ruszam naprzód.


Popedałowuję niepewnie tuż przy chodniku, by w razie czego wycofać się na z góry upatrzone pozycje. Kiedy obok mnie przejeżdżają warszawiacy w swoich oplach i mazdach nachodzi mnie refleksja.


Przecież ja nie mam prawa jazdy! A zaiwaniamy dętka w felgę jak równy z równym! 

I to w majestacie prawa.


Czyli chodnikiem jechać nie wolno, ale szosą jak najbardziej. Nawet jeśli skrzyżowania pokonuję na czuja a przy rondzie mam migotanie przedsionka.


Ktoś może uderzyć się otwartą w czoło i powiedzieć: No pewnie, bo przecież kierowanie autem to dużo większa odpowiedzialność niż jazda rowerem.


Tak?


Przy odrobinie dobrych chęci mogę moim jednośladem zrobić taki karambol, że przez dwa dni będą o tym pisać na TFN Warszawa.


Ale dobra, jadę.

Tj. popedałowuję.


Wreszcie na horyzoncie ukazał się pomarańczowy pas, którego wypatrywałem od dawna.


Ścieżka rowerowa!

Albo jak kto woli, droga dla rowerów (bo ścieżka to jest leśna).


Włączam migacz i zjeżdżam.

To jest życie! Jedziesz, bracie, przed siebie i już ci samochód nie straszny a i patrol może ci skoczyć.


Trzeba tylko uważać na matkę pchającą wózek środkiem twojego pasa ruchu.


A potem na staruszkę ciągnącą z gracją torbę z zakupami.


Potem już tylko slalom pomiędzy dziećmi ścigającymi się na hulajnogach....


... uważaj po drodze na słupki i studzienki kanalizacyjne...


... i na debila który zaparkował dostawczaka na środku ścieżki!...


Tam do licha, niech ich dunder świśnie!


Zsiadam, wsiadam do busa.


I do domu wracam bus pasem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz