Co prawdziwy facet robi w kuchni

Za dawnych dobrych czasów facet wychodził rano z jaskini, dźgał dzidą złapanego w pułapkę mamuta i z kawałem mięsa wracał do żony. 

Ekologicznie, smacznie i zdrowo jadło się taki plaster lekko zwęglonego mamuciego zadu. 

 

 

 

 

Nie to co dziś. To co w sklepach nosi nazwę "szynki" nie zasługuje nawet na miano mięsa. A niektóre "mielonki" mogą śmiało wcinać wegetarianie.

 

Ludzie jedzą plastikowe "polędwice" i chemiczne "karkówki" a potem chorują i umierają nierzadko. Taka prawda. "Mówię jak jest".

 

Dlatego, postanowiłem pokazać środkowy palec producentom pseudo-wędlin i od jakiegoś czasu sam produkuję śniadaniowo-kolacjowe paliwo. Owszem, chałupniczo i amatorsko, na własny użytek. 

 

Dlaczego warto?

 

Zdrowiej

 

Wiem, że mięso które kupuję też jest w mniejszym bądź większym stopniu naszprycowane chemią, ale zawsze to mniejsze stężenie wszelkich E450, E521 i innego badziewia.

 

Smaczniej

 

Spróbuj kiedyś "polędwicy sopockiej", "baleronu" i "mielonki tyrolskiej" z zamkniętymi oczami. Idę o półroczną premię, że nie poczujesz różnicy smaku.

 

Taniej

 

Kilogram mięsa na wędlinę kupisz od 15,00 zł. Kilogram w miarę normalnej wędliny - od 30,00 zł.

 

Produkcja własnej wędliny jest prosta, lekka i przyjemna, co udowodni ci poniższy przepis.

 

JAK ZROBIĆ DOMOWĄ WĘDLINĘ

 

1. Kup mięso

Wieprzowina: polecam szynkę, schab, względnie karkówkę (odradzam łopatkę). Można próbować z wołowiną, jagnięciną, baraniną - co tam chcesz. 

 

Zaopatrywać można się trojako. W supermarketach - tanio ale ryzykownie. W sklepach mięsnych - drogo ale dobra jakość. Od chłopa - tanio, jakość przednia ale skąd tu kurde wziąć chłopa? 

 

Otóż chłopa znajdziesz na wsi. Popytaj babci, znajomych. Kupisz kilogram surowej szynki za ok. 12,00 zł. Dla porównania, w rzeźni (np. Sokołów) kilogram szynki to 9,00 zł, w Marc Polu ok. 15,00 zł a w sklepie firmowym zwykle ok 25,00 zł. 

 

Kup z kilogram albo więcej.

 

 

 

2. Zrób marynatę

 

Sam kilogram mięcha nadaje się na obiad, ale żeby smakował do chleba potrzebny będzie sosik.

W książkach kucharskich i w necie znajdziesz gąszcz różnistych przepisów. Zostaw ich lekturę swojej żonie i wypłyń na głębie kuchni eksperymentalnej.

 

Innowacja - to słowo klucz nie tylko we wnioskach unijnych ale też w gastronomii. 

 

Do sosu dodaj po prostu to co lubisz.

 

Weź miskę, niedużą. Nalej oleju (nie oliwy). Do środka dosyp przypraw (majeranek, oregano, pieprz, sól, może być kminek czy goździki albo ostra papryka). Generalnie wal co masz w szafie. Ja hołubię czosnek - daję trzy ząbki drobno posiekane na kilogram szyny. Wszystko razem wymieszaj. 

 

Mięcho umyj. Wsadź do sporej miski i zalej sosem. Dokładnie. Jeśli w kawale mięsa są jakieś szpary poupychaj tam marynatę. 

 

Nakryj talerzem i do lodówy. Trzymaj w zamknięciu min. 1 dobę. 

 

3. Upiecz

 

Można dusić, ale pieczone lepsze. 

Najsampierw obsmaż mięcho z każdej strony na fest rozgrzanym oleju. Koniecznie. (można podsmażać w piwie albo winie).

 

Potem, jak trochę ostygnie, wsadzasz do foliowego rękawa. Z dwóch stron zawiązujesz nitką i otrzymujesz wielki mięsny cukiereczek. Miałem dziś fantazję i wsadziłem do środka kilka plastrów masła. 

 

Folię nakłuj w kilku miejscach. Potem całość do naczynia żaroodpornego i do piekarnika.

 

Nastawiasz na 200 stopni i trzymasz godzinę. 

 

Twoja babcia żeby nie zapomnieć o wyjęciu przewijała różaniec. Jak nie masz pod ręką tego gadżetu nastaw sobie godzinną playlistę albo zwyczajnie alarm w telefonie.

 

Jeśli masz piecyk typu "stary radziecki grat", kontroluj temperaturę co jakiś czas.

 

Długość pieczenia zależy od wielkości mięcha, ale godzina dla 1 kg szynki styka. 

 

Potem już tylko wyjmujesz, rozcinasz folię i zaciągasz się zapachem samodzielnie przygotowanej szyneczki. Nie przejmuj się jeśli na początku będzie miękka, stężnieje w trakcie stygnięcia.

 

Potem już tylko kroisz w cieniutkie plasterki i częstujesz gości. 

 

I może sam nie upolowałem tej świni, nie zarżnąłem jej gołymi rękoma a łeb bestii nie zdobi mojej ściany.

 

Ale to właśnie wtedy - w czeluściach kuchni i z czosnkiem w dłoni czuję się jak prawdziwy facet.

 

4 komentarze:

  1. Nie chcę Cię martwić, ale obecnie do większości surowego mięsa które możesz kupić u rzeźnika, dodawany jest glutaminian sodu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martwię się :)

      Kiedy to możliwe kupuję od chłopa. Ale nie zawsze się da.

      Tak jak pisałem - surowe mięso upieczone własnoręcznie jest o niebo zdrowsze od mielonki, do której nawalono pół tablicy Mendelejewa. Tym się pocieszam :)

      Usuń
  2. Osobiście naprawdę lubię polędwicę sopocką, ale z pewnością pod ŻADNYM względem nie może ona równać się z Twoją wędliną domową :) Mam nadzieję, że będę miała kiedyś okazję skosztować Twoich mięsnych specjałów. Może dzięki Twojemu opisowi pewnego dnia sama zmobilizuję się do podobnych wyczynów kulinarnych... A tak przy okazji - ładna świeca na tym zdjęciu z gotową szyneczką ;)
    Pozdrawiam, MW

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)

      Nie wiem kto kryje się pod MW - ale zapraszam na szyneczkę :)
      Dziś właśnie dostałem nowy ciekawy przepis - wkrótce wypróbuję i chyba też wrzucę na bloga.

      I do tego samego zachęcam Ciebie! Piecz! I pisz jak poszło :)

      Usuń