Starzy ludzie - prosty manual


Czy ktoś z nas nie zaklął kiedyś w duchu po sytuacji konfliktowej ze starszą osobą? Czy to w autobusie, czy w kolejce do kasy, względnie konfesjonału.

Gdzie te babcie tak się pchają, jak ona lezie etc. etc. etc.

Ostatnio jakiś dziadek wychodząc z tramwaju zdeptał moje nowiuśkie buty po czym z peronu rzucił mi triumfalne spojrzenie i pokazał zaciśniętą pięść. OK, może nie powinienem tak ostentacyjnie czytać mojego ulubionego tygodnika, ale żeby od razu po butach? I to tych nowych?

Wbrew temu co możnaby pomyśleć - nie wpadłem w gniew, nie ciskałem bluzgów i nie wysiadłem zaraz za nim, żeby staremu pierdzielowi wsadzić gazetę w... dłoń. O nie.


Znam bowiem pewną prostą zasadę, której stosowanie uspokaja mnie ilekroć wchodzę w konflikt z osobą w starszym wieku.

Starzy ludzie są jak dzieci.

Słyszałeś już pewnie tą sentencję, powtarzaną zaciśniętymi ustami przez rodziców opiekujących się dziadkami, którzy w czasie bożonarodzeniowych spotkań żalą się reszcie rodziny na uroki mieszkania z babcią/dziadkiem.
Reszta familii kiwa głowami i przechodzi nad tym stwierdzeniem wprost do sernika.

A tymczasem, przez autorów powiedzenia przemawia nie (tylko) złość czy wypite procenty, ale ludowa mądrość zakodowana w naszym DNA od czasów Matuzalema.

Mówię to jako człowiek, który primo: miał dziadka i wciąż ma babcię; secundo: pracował na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Poza tym, do niedawna z racji wykonywanego zawodu miałem sporo do czynienia z całymi grupami babć i dziadków z caluśkiej Polski.

Dlatego, wiem co mówię. To jest piszę.

Szczerze wierzę, że im bardziej człowiek posuwa się w latach, tym więcej  zyskuje cech dziecka. Im człek starszy, tym bardziej dziecinny.

Poza całą dziedziną fizjologicznych czynności typu jedzenie czy mycie, o wiele ważniejsza jest według mnie psychika. A konkretnie - wyrażanie uczuć.

Kiedy wchodzisz do domu twojej siostry/cioci/teściowej myślisz: "O, zasłonki ma nie uprane". Albo: "A ten stół przecież mogliby postawić pod tamtą ścianą!" Innym razem: "Ależ ma zarąbisty fotel, też bym taki kupił!".

Myślisz, ale nie mówisz. Powstrzymują cię przed tym jakieś wewnętrzne hamulce.

Hamulców tych nie ma dziecko. Jak się nudzi i chce wracać do domu, nie bawi się w ceregiele tylko mówi prosto z mostu: "Mamo, idziemy do domu, nudzi mi się". Jak nie smakuje mu ciasto cioci, to nie będzie przełykało małych kęsków popijając obficie herbatą, ale (w najlepszym wypadku) powie: "Mamo, niedobre, nie chcę".

I co? Rodzinka się uśmiechnie, pogłaszcze po główce niesfornego synalka, jakaś mama najwyżej lekko się zarumieni.

A kiedy takie opinie wypowiada senior? Co ten staruch gada, ciasto mu nie smakuje? Itp.
A tymczasem osoba starsza, podobnie ja dziecko, wyraża swoje uczucia bez specjalnych zahamowań. Co w sercu to na języku. Jak coś się babci nie podoba to babcia ci o tym powie. I ma gdzieś, że ten sernik robiłaś przez 3 godziny specjalnie na jej przyjazd.

Wcale nie znaczy to, że jest źle wychowana. To znaczy, że jest stara. A w byciu starym nie ma nic złego.

Przecież nie będziesz zły na dziecko, że obśliniło ci koszulę. Zjadło za dużo i trochę się ulało. Se la wi. Obcierasz mu mordkę i żyjesz z plamą. Kiedy w autobusie jakiś bobas testuje pojemność swoich płuc drąc się w niebogłosy - zachowaj spokój. Dzieci tak mają, że płaczą. Z tego się wyrasta.

Nie wymyślaj też w myślach staruszce, która wolno pakuje zakupy przy kasie albo w kolejce do okulisty opowiada ci historię swojej zaćmy. Ona nie robi tego na złość tobie. Robi to bo jest stara.

Z tego też się wyrasta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz