Czwarta z kolei

Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie.


Bzdura.

 

 

 

 

 

Wystarczy przypomnieć sobie wszystkie te razy, kiedy twojemu znajomemu ukradli auto, kiedy jego dziecko nie dostało się na studia a pies okulał. Czy miałeś problem, żeby go pocieszyć, poklepać po plecach?

 

Skądże.

 

Kiedy ktoś powie ci, że właśnie go okradli - nawet jeśli ledwo go znasz - powiesz mu "Hej, mam nadzieję, że odeślą ci dokumenty".

 

Normalny ludzki odruch. Ludzie zawsze kibicują słabszej drużynie, trzymają kciuki za serialowych karłów i wspierają się w trudnych chwilach. Tak jesteśmy zaprogramowani.

 

Ba, są nawet tacy, którzy czekają tylko aż potknie ci się noga żeby z żalem na twarzy udzielić kilku dobrych rad. I poczuć się lepiej przy twoim nieszczęściu. Taki typ przyjaciółki, która przyjeżdża kiedy rzuci cię chłopak by posłuchać chlipania i smarkania, w duchu myśląc: Ech, dobrze że padło na nią a nie na mnie.

 

Prawdziwego przyjaciele nie poznasz w trudnych chwilach.

 

Przeciwnie - szukaj go, kiedy wiedzie ci się lepiej.

 

Gdy w towarzystwie z radością oznajmiasz, że znalazłeś nową, lepszą pracę. Kiedy ogłaszasz, że zostałeś ojcem. Oprowadzając gości po własnym nowym mieszkaniu.

 

Jeśli ktoś potrafi szczerze cieszyć się z twojego szczęścia, gratulować ci bez zaciśniętych zębów - możesz być pewny, że to dobry materiał na przyjaciela.

 

O ile łatwiej jest pocieszać kogoś w nieszczęściu, niż cieszyć się z jego sukcesów.

 

Czemu?

 

Jak łatwo odgadnąć - przez zazdrość.

 

Pewnie, że cały świat nie składa się tylko z zazdrośników. Ale jestem pewien, że w każdym kto czyta te słowa uczucie zazdrości zakiełkowało choć raz. Możesz być najlepszym z ludzi, najpobożniejszą zakonnicą i najbardziej hipsterskim hipsterem - nic ci to nie da. Zazdrość siedzi w nas jak komórki rakowe.

 

I może zżerać od środka.

 

To chyba jedyny grzech, który nie daje człowiekowi przyjemności. Zazdrośnik będzie zadręczał się chęcią posiadania czegoś, co należy do innego. A i osoba, której się zazdrości nie czuje się komfortowo. Pomijam tych, dla których budzenie zazdrości jest celem życia i imperatywem nabywania.

 

Na zazdrość są dwie metody.

 

Po pierwsze poczucie humoru i dystans do siebie.

 

Po drugie - danie sobie kopa w dupsko i zamienienie zazdrości na współzawodnictwo.

 

Zamiast skupiać się na braku czegoś, spróbuj to zdobyć. Zdrowa zazdrość może być świetnym motorem napędowym i motywatorem.

2 komentarze:

  1. Zajrzałem, przeczytałem. Dwie mam na końcu języka luźne uwagi.

    1. Co do przyjaciół przychodzi mi tu jeszcze do głowy to, że warto odsiać pochlebców i automatycznych pocieszycieli. Tak w czasie ciężkim łatwo dać się zwieść przychodzącym ludziom bez trudu współczuciu i żalowi, jak pochwałom i gratulacjom w czasie powodzenia. Ale opłaca się szukać tych osób szczerych które stojąc z boku powiedzą Ci "szkoda, że cierpisz po stracie dziewczyny / domu / czegokolwiek ,ale może to lepiej / sam za to w jakimś stopniu odpowiadasz ". Taka własność rozmówcy pozwala uczyć się z jego spostrzeżeń i łapać dystans do naszych przeżyć. W sukcesie podobnie odważny kompan kiedy uzna za stosowne nie będzie się powstrzymywał przed wyrażeniem ochładzającego nieco nasz entuzjazm roztropnego komentarza. Szczerość jest kluczowa, ale by ją przyjąć samemu trzeba wykazać się dystansem do samego siebie. Myślę że warto.

    2. Ostatnie kilka zdań słusznie podkreśla, że zdrowe współzawodnictwo to potężny bodziec do rozwoju. Sam jednak zawsze poruszając ten temat mam ochotę dodać, że stoją w obliczu własnej zazdrość można jeszcze się od niej odwrócić. Niektórych rzeczy lepiej nie chcieć i zamiast o nie się ścigać, zawsze należy zadać sobie pytanie: "Do czego/Dlaczego tego potrzebuję?". Codzienność zasypuję nas pomysłami na nowe potrzeby i wyścigi, wierzę że warto się przed uczestnictwem w wielu z nich bronić. W miejsce zaoszczędzonych nerwów, czasu i poczucia braku "czegośtam" zyskujemy energię, którą można poświęcić choćby na cieszenie się tym co już mamy ;)

    Pozdrawiam.
    Jasiek H.

    ps. Fajnie, że piszesz na ważne tematy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajnie, że czytasz :)

      Generalnie, najlepszy przyjaciel to szczery przyjaciel. A najlepsza przyjaźń to ta zahartowana w ogniu. Tak mi się zdaje.

      Co do cieszenia się tym, co już mamy - myślę, że gdybym przeczytał książkę Eldredge'a "Dzikie serce" mógłbym to zripostować jakimś mądrym cytatem.
      Nie jestem zwolennikiem wyścigu szczurów. Cieszę się z tego co mam. Serio - z żony, z pracy, ze wszystkich 27 metrów kwadratowych.

      To nie zmienia faktu, że jestem głodny. I mam ochotę się ścigać.
      Może jeszcze nie wyrosłem z tego. A może z tego się nigdy nie wyrasta?

      Cóż, mam tylko nadzieję, że "występuję w dobrych zawodach" :)

      Usuń