1% jak kajdanki


Początek roku.

(no względnie - wszak marzec już chyli się ku wiośnie).


W tym okresie mój umysł zaprzątają dwie sprawy - post i PITy.

OK, będę szczery - mój wkład w wypełnianie PITów polega na wybraniu organizacji na którą przekazuję 1%. A i z postem bywa różnie.


Tym dwóm rzeczywistościom udało się jednak wygenerować w mojej głowie pytanie: Jak dawać?


Instrukcja obsługi postu jest prosta jak gazociąg jamalski: modlitwa - post - jałmużna.

Ale - jakem Rukat - pierwej skonam nim rzucę śniadej damie 2 zł na "mleko i leki". A kolesia, który przy użyciu akordeonu kaleczy w tramwaju warszawskie szlagiery chętnie powiesiłbym na tzw. "krótkiej pętli".


W ogóle z dawaniem jest masa problemów. Jedyne pytanie na które nie potrzebuję odpowiedzi to "Czy warto dawać?" Ale dalej puszcza niewiadomych. A przynajmniej dwie.


Po pierwsze: ile dawać? 

 

Człowiek jest "na dorobku", zbiera najpierw na mieszkanie, potem na auto, potem na auto dla żony, na ubrania dla dzieci, na wakacje na Krymie etc. I weź tu podziel się z innymi jak ciągle musisz sam zaciskać pasa! No nie da rady.

Tutaj zdecydowanie najlepiej sprawdza się zasada prowadzenia budżetu domowego. Taki budżet pomaga przy uporządkowaniu czterech podstawowych spraw związanych z forsą:

a) zarabianiem

b) oszczędzaniem

c) wydawaniem

d) dawaniem


(Żeby nie było, powyższy podział zaczerpnąłem od mądrzejszych ode mnie).


Kiedy wiem ile mam - łatwiej oszacować ile mogę dać.


Ważne, żeby zdać sobie sprawę z jednego podstawowego faktu: Nie daj się ograniczać!

 

Nie pozwól sobie wmówić, że przekazać możesz tylko 1% (wszędzie teraz widzę reklamy z takim hasłem). Zapewniam - możesz przekazać nawet 5% a twój domowy budżet się nie zawali (najwyżej zjesz kilka bajaderek mniej - a to teraz już wiesz, czemu przed "jałmużna" stoi "post").


I wcale a wcale nie ograniczaj się do jednego "podarunku" na rok. No dobra, dajesz jeszcze na WOŚP - to dwa razy na rok. W marcu wszyscy epatują tym niemożliwym do zapamiętania przez statystycznego ssaka numerem KRS. A potem cisza spokój, jakby te wszystkie fundacje, stowarzyszenia i chore dzieci zapadały się na 12 miesięcy pod ziemię.


Uwaga - nie spadnij z fotela - one działają cały rok.


Nie daj się ograniczyć strachem, czasem czy grubością portfela.

Jesteś zupełnie wolny jeśli chodzi o wydawanie swoich pieniędzy na co tylko masz ochotę. Poczuj tę wolność przy dawaniu.



Druga sprawa: komu dawać?

 


Tutaj powinienem podać numer konta z dopiskiem: "Na mieszkanie". :)


Długo się nad tym zastanawiałem. To znaczy nad tym komu dawać, nie nad podaniem numeru konta.

Fundacji i stowarzyszeń jest prawie 18,5 tysiąca. Do wyboru do koloru.

Osobiście lubię, kiedy moja ciężko zarobiona mamona idzie na jakiś konkretny cel. Oczywiście, nowy tusz do xera jakieś dolnośląskiej fundacji na rzecz bezdomnych szynszyli to też konkret - ale ja kurcze nie lubię szynszyli.


Jeśli rozejrzysz się po okolicy znajdziesz na pewno jakiegoś znajomego, który potrzebuje pomocy. Jeśli to bliski znajomy to forsy pewnie nie weźmie. Ale proszkiem do prania raczej nie pogardzi.


Jeśli nie masz wśród swoich znajomych nikogo potrzebującego - najprościej jest zapytać. Ot, wpis na FB i gwarantuję, że po 48 h pojawi się lista osób, którym przyda się twoja pomoc.


A jeśli dalej nie wiesz jak bezpiecznie "zainwestować" swoją forsę w dobro, pozwól, że zapodam dwie propozycje.



INDEKS AKADEMII PRZYSZŁOŚĆ

 

To jeden z projektów Stowarzyszenia Wiosna. Możesz kojarzyć ich ze Szlachetnej Paczki.

Indeks kosztuje 500 zł (można się szarpnąć na własny, kupić na raty, zrobić ściepę ze znajomymi albo zwyczajnie dorzucić cokolwiek do wybranego indeksu). Dzieciak z indeksem dostaje swojego wolontariusza, który pomaga mu w lekcjach ale jest też kimś w rodzaju tutora, mastera, mistrza Yody etc. Forsa idzie na szkolenia dla wolontariuszy, dojazdy do dzieci, materiały edukacyjne, książki, nagrody za wyniki w nauce i wszystko co związane z edukowaniem młodego człowieka.

Dlaczego mnie to kręci?

Z dwóch powodów:


1) Ten wiek - 10-13 lat, to często okres w którym dzieci są pozostawione samym sobie. Są już za duże, żeby je niańczyć a za małe żeby kogoś obchodziło ich zdanie. Opuszczone, szukają autorytetów w internecie. I wiesz co tam znajdują?


2) Miałem do czynienia z tym stowarzyszeniem, znam ludzi z nim związanych i wiem jedno - to profesjonaliści. Każdą złotówkę wydadzą efektywnie. Poza tym: spójrz na mordę tego księdza. No jak mu nie dać.

 

 

ZAKĄTEK MAKSA


Maks to syn znajomych moich znajomych. Jak go znalazłem? Przypadkiem.


Jest 6 dzieckiem swoich rodziców i ma zespół Downa. Jasne, że takich dzieci jest mnóstwo w całej Polsce, ale jeśli już ktoś chciałbym im pomóc - to proponuję właśnie tego obywatela.


Kasa jest potrzebna na rehabilitację i leczenie. Można przekazać na to nieszczęsny 1% albo ile tam się chce. Szczegóły tutaj.


Genialne jest to, że jego rodzice prowadzą bloga (o wiele regularniej piszą niż ja).


Jeśli zastanawiacie się, jak co słychać u tego sympatycznego ogrodnika, zapraszam na Zakątek Maksa.


A na koniec warto wspomnieć, że w ramach dawania można przekazać drugiej osobie coś cenniejszego od forsy.


Twój czas.