Jeśli nie Owsiak, to co?


Warszawiacy lubią pomagać. Widać po WOŚP. Nie wiem dokładnie ile zebrano w Stolicy, ale ogólna liczba 50 mln przemawia do wyobraźni.

Są jednak ludzie, którzy "Owsiakowi nie dadzą" - z różnych powodów. Można nazywać ich oszołomami albo uszanować tę decyzję i pozwolić im wybrać inną formę dobroczynności.



 

Tylko czy jest jakiś wybór?


Niedawno miałem przyjemność rozmawiać z dziewczyną pracującą w instytucji dobroczynnej z Lublina. Chociaż fundacja ta nie kojarzyła mi się pozytywnie, to koleżanka mówiła tak ciekawie, że postanowiłem odwiedzić ich stronkę.
Było warto.


 

Już na pierwszej stronie informacja o 3 imprezach w ciągu 4 dni! Po kliknięciu w super-widoczną zakładkę "POMOGLIŚMY" mogłem się dowiedzieć, że wydali ponad 120 tys. zł na stypendia, zebrali 470 ton żywności dla potrzebujących, ufundowali 21 tysięcy posiłków dla dzieci, zrobili kolonie, wyprawki etc. etc. etc.
Miodzio!


Co więcej, okazuje się, że taka sama organizacja działa też w Warszawie.

Idę o zakład, że 9 na 10 osób nie zgadnie o kogo chodzi.

A chodzi o Caritas.


Po lekturze kilku stron okazało się, że mylnie kojarzyłem tę instytucję jedynie ze starszymi babciami zbierającymi pieniądze do puszek w niedzielę pod kościołem. Pracują tam nie tylko młodzi, ale do tego ambitni ludzie robiący genialne projekty. Wystarczy popatrzeć na ich stronę.


Ale skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle?

Skąd wziął się mój (i, myślę, nie tylko mój) obraz Caritasu?

Dlaczego ludzie nie biegną stadami wpłacać wypłaty na posiłki dla najuboższych, podręczniki itp.?

I czemu wolontariuszy z czerwonym serduszkiem na koszulce kojarzą mi się z Owsiakiem, a nie z Caritasem?


Można by wręcz spytać, co ma takiego WOŚP czego nie ma Caritas?
Oczywiście, poza medialnym wsparciem, ale na to raczej szans
nie ma.


Trzy słowa:

1. Konkret

Ludzie lubią wiedzieć na co idą ich pieniądze. Pokazały to sukcesy nie tylko WOŚPu, ale też Szlachetnej Paczki. Zbieranie na "Pomoc materialną dla ubogich" nigdy nie przebije np. kupowania zeszytów dla biednych uczniów. Są ludzie, którzy chętniej sami kupią kurtkę niż dadzą na nią 60 zł. A ci drudzy dadzą nawet 100 zł, jeśli potem w necie zobaczą w niej uśmiechniętego malucha.


2. Propaganda

Zwana dziś pijarem (nie mylić z zakonnikiem). Taki świat, panie, że jak chcesz być skuteczny to wsadź sobie skromność w buty i chwal się na prawo i lewo. Tymczasem strona warszawskiego Caritasu wygląda jakby robił ją prorok Ezechiel a na FB nie ma nawet skromnego fanpejdża (podczas gdy lubelski Caritas ma prawie 2,5 tys. lubiących, a nawet sąsiedzi zza Wisły mają 352 lajki!). A co tu mówić o reklamach w prasie i radiu...


3. Eventy

Koncerty, fajerwerki, licytacje - wszystko to przyciąga media i ludzi. A ludzie to forsa. Owsiak to doskonale rozumie i co roku o 20:00 puszcza z dymem  parę tysięcy żeby ci co wcześniej dostali serduszko mogli zadrzeć głowy w niebo i posłuchać Dody. I (również) dzięki temu ludziska przyjdą za rok i znowu coś wrzucą do puszki.


Wiem osobiście, że warszawski Caritas robi masę dobrych rzeczy. Życzę ludziom tam pracującym, żeby wzięli sobie do serca trzy powyższe punkty i uczyli się od Owsiaka i ks. Stryczka. 


Nie stracą.


2 komentarze:

  1. szkoda, że tylko ten jeden raz byłem jak ten 1 z 10.
    pozdr
    TJ

    OdpowiedzUsuń
  2. Ba nawet wiem z kim rozmawiałes

    OdpowiedzUsuń