Gorsze niż "faszyzm"


Reklama zjada to miasto.  Na naszych oczach.

Ostatnio - dosłownie.

Na TVN Warszawa czytam i oczom nie wierzę. Jednego dnia stoi sobie dom przy Dolinie Służewieckiej, a następnego w jego miejscu sterczy gigantyczna reklama.

Groza.



Wychodzę rano z domu i od progu jestem bombardowany. Ulotki na klamkach, parapetach, skrzynkach na listy. Nosz w mordę, niedługo lodówkę otworzę i zamiast sera znajdę papierek od Bakomy...


Stoję na przystanku i już wiem co wziąć na porost włosów, kaszel albo prostatę.

Jadę autobusem i dowiaduję się gdzie brać kredyt, jaką karmę kupić kotu i co napisał jakiś Szwed, Norweg czy inny wiking.



Do metra nie wsiadam - ruchome obrazki atakujące z każdej strony informacjami o gatunkach ptaków w Ugandzie i angielskimi słówkami jakiegoś George'a skutecznie mnie odstraszają.


Jadąc autobusem można przynajmniej wyjrzeć za okno.

A tam: o ja pierdziu, bilbord na bilbordzie, na co drugiej kamienicy jakiś gigantyczny poster reklamujący nowe auto, serial czy tanie loty do Bagdadu. Niektóre są tak ogromne, że nie wiem co kryje się pod spodem. Pół biedy zimą, ale latem wywieszają na tych kilkudziesięcio metrowych plakatach gołe baby. No jak pragnę zdrowia...


Kiedyś pewien profesor z Chile zapytał mnie patrząc na taki bilbord: Kto na to pozwolił?
My!


Oczywiście, że staram się to olewać.

Ulotki wyrzucam, nie patrzę na bilbordy, w autobusie wślepiam się w książkę.

A tam za oknem przelatuje moje miasto.








A przecież jakby moja matka czy żona były trędowate, to nie odwracałbym wzroku! 

Tylko szukałbym lekarza i leku.


Dlatego cenię stowarzyszenia takie jak Miasto moje a w nim, które walczy z chaosem wizualnym w przestrzeni publicznej. Szkoda, że na FB śledzi ich marne 5 tysięcy ludzi...


Człowieku, właź na FB, polub ich profil!


A jeśli uważasz, że to nic nie da - spójrz na São Paulo. 

Ciekawskich odsyłam do artykułu o mieście bez reklam (na serwerze polskim i amerykańskim)

W skrócie:


W 2006 roku burmistrz São Paulo Gilbert Kassab oficjalnie włączył zanieczyszczenie wizualne w poczet problemów cywilizacyjnych, z którymi władze mają obowiązek się zmagać.


Prawo działa tam teraz na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, delegalizuje wszelkie formy reklamy zewnętrznej o charakterze komercyjnym: billboardy, plakaty i ulotki. Po drugie, wprowadza jasne i klarowne zasady dotyczące rozmiarów reklamy zewnętrznej o charakterze informacyjnym – czyli znajdujących się na terenie przedsiębiorstw szyldów.


W pięć lat po wprowadzeniu nowych przepisów 70 proc. mieszkańców jest z nich zadowolonych. Małe i średnie przedsiębiorstwa nie napotkały na większe niż zwykle trudności w prowadzeniu biznesu, a przewidywania o negatywnym wpływie nowego prawa na gospodarkę się nie sprawdziły. Postrzeganie sukcesu jest na tyle duże, że podobne przepisy wprowadziło już ponad sto brazylijskich miast, w tym – na razie tylko częściowo – Rio de Janeiro. (cyt. za R.A. Szymański)


Można?


To teraz zadaj sobie jedno proste, ale to zajebiście proste pytanie:


Czy zamiast drugiej Irlandii, nie wolałbyś żyć w drugiej Brazylii?

6 komentarzy:

  1. jużem polubiła ;) dzięki za ten tekst!

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz jednakże że większość reklam jest nielegalnie zawieszonych jako tymczasowe, podczas gdy właściciel budynku nie otrzymał pozwolenia. I wisi tylko dlatego, że władza ani obywatele mają to w dupie.

    http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Gdynia-zaczyna-walke-z-reklamami-n73014.html

    jeśli jesteś dość odważny, poczytaj sobie komentarze ludzi, którzy twierdzą, że lepiej jak już reklamy wiszą, bo kamienice są brzydsze.

    Ada

    OdpowiedzUsuń
  3. odważyłem się :)

    najlepsze są te o powrocie komuny.
    Nie czytam zwykle komentarzy na portalach bo piszą je chyba z reguły jacyś intelektualni dewianci.

    W Warszawie też niektóre kamienice w samym centrum wyglądają jak z kiepskiego horroru. Czasem reklama wisi na rusztowaniach w trakcie remontu i pomaga na ten remont zarobić - to jestem w stanie przełknąć.

    I masz rację, jest jak jest bo nikomu się nie chce - ani władzom ani ludziom. Ale my też tu sobie narzekamy a nic nie robimy. ...

    OdpowiedzUsuń
  4. w Poznaniu, Wrocławiu i może jeszcze kilku większych miastach są grupy ludzi którzy spotykają się w nocy i z nożami do tapet przecinają i odcinają nielegalne reklamy. Widać nie za wielu ich, bo w miejsce zniszczonych reklam zaraz pojawiają się nowe. Ale może to jakieś rozwiązanie?

    Ada

    OdpowiedzUsuń
  5. nie mogę napisać, że jestem zwolennikiem tego typu działań, bo mnie zamkną:)

    napisałem ostatnio maila do wydziału estetyki urzędu miasta, ale następnego dnia po tym mailu jego dyrektor podał się do dymisji...
    http://tvnwarszawa.tvn24.pl/informacje,news,mial-walczyc-o-estetyke-ale-rezygnuje-moj-glos-nie-byl-brany-pod-uwage,105646.html

    OdpowiedzUsuń