Bary Mleczne po mojemu

Niedawno znajoma podrzuciła mi artykuł o barach mlecznych z wybiórczej.

Autor donosi o coraz większej popularności tego typu jadłodajni.

I jako przykład podaje Mleczarnię na Alejach.

Tylko... czy to jest faktycznie bar mleczny?


Byłem tam raz czy dwa, odwiedziłem też Mleczarnię na Żelaznej. Czyściutko aż strach wejść w butach. Eleganci w krawatach i panie w żakietach sączą miniaturową pomidorówkę i wgryzają się w schaboszczaki przystrojone surówką i obsypane frytkami. W menu znajdziesz sałatkę z kurczakiem za 12 zł (powodzenia w szukaniu w niej kurczaka) ale nie ma np. kakao albo makaronu z twarogiem i cukrem.


Może i napis przed wejściem głosi Bar Mleczny, ale dla mnie jest on tak samo sztuczny jak jedzący w nim hipsterzy. I jeszcze pieprzenie o klimacie rodem z PRLu. Klimatu nie da się zrobić jedynie ceratą w kratę!


Dla mnie istnieją jedynie dwa bary mleczne. 


Rusałka

 

Kiedy na początku studiów pracowałem jednocześnie na Wileniaku i na al. Jana Pawła, jadąc z pracy do pracy wpadałem na obiad do Rusałki. To cudo stoi nieopodal katedry

św. Floriana, przystanek Park Praski.


Dam głowę, że ta sama babcia siedzi tam za kasą i dzisiaj, nastukując coś na maszynie by potem zapisać właściwe zamówienie długopisem na rewersie paragonu. Żarełko wydają przy olbrzymim oknie, więc doskonale widać jak na zapleczu kucharki uwijają się przy kuchenkach gazowych. Te przed-kapitalistyczne multitaskowce potrafią jednocześnie nalać ci zupę, usmażyć jajecznicę, zaparzyć herbatę a w między czasie mokrą ścierą sprzątną pełznącego po ścianie karalucha (sic!).


Nigdzie ryż z masłem i cukrem nie smakował mi tak samo. Pieczarkowa z makaronem wystarczała mi za cały obiad - dostajesz ją bracie w porządnym głębokim talerzu a nie w jakiejś salaterce.

Uwaga na niedziele - darmowe obiady dla bezdomnych.

To jest, panie, klimat.



Złota Kurka

Najtańsze obiady w Warszawie - głosi baner zawieszony nad wejściem. Damm right!

Towarzystwo trochę inne niż na Pradze, wiadomo, Śródmieście.

Ale dla mnie to miejsce ma szczególne znaczenie.

Może to leniwe z masłem? Może pomidorówka z makaronem?

A może ruskie?

Albo kucharka wychodząca raz na godzinę by przetrzeć stoliki i życzyć jedzącym smacznego...

Tam mogłem pogadać z babcią czytającą nad rosołem gazetę, albo z dziadkiem w kożuchu pamiętającym Bieruta.

Tam widziałem studentów kupujących bezdomnemu krokiety z mięsem i ciepłą kawę.

Coś jest w tym niedużym lokalu przy Pl. Konstytucji.



Te dwa bary mleczne były dla mnie pierwszymi z jakimi zetknąłem się w Warszawie. Może dlatego tak trudno przyzwyczaić mi się do nowych, eleganckich lokali z klimatyzacją, przypominających zwyczajne biurowe jadłodajnie. Pewnie żarcie jest tam lepsze, smaczniejsze, stoliki czystsze, kelnerki młodsze a kucharz serwuje świeże mule.


Panie kochany, na zdrowie!


Ja wolę leniwe.


4 komentarze:

  1. aż mi się ruskich zachciało :)

    OdpowiedzUsuń
  2. zapraszam do b.m. w Krakowie, są najlepsze i najtańsze!
    Nowa Huta jest w zdecydowanej czołówce, zresztą to temat mojej magisterki, ale w Krakowie właściwym też jest gdzie pojeść.
    A Złota Kurka też niczego sobie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W Krakowie kojarzę lokal na Jabłonowskich (albo u Jabłonowskich?).

    OK, nast. razem w Krakowie odwiedzam koniecznie
    1) Muzeum AK
    2) Nową Hutę

    hm, przydałby się jakiś przewodnik...

    OdpowiedzUsuń