Baranina, grube, łagodne! czyli pochwała kebaba

Ciekawe jak wyglądałyby odpowiedzi na pytanie zadane w czasie ulicznej sondy:


Jakie jest tradycyjne warszawskie danie?


Daję konia z rzędem, jeśli 1 na 10 przypadkowych przechodniów odpowie, że flaki.


Idąc ulicą, czy to w Śródmieściu czy na Mokotowie a nawet na warszawskiej jak diabli Pradze - wszędzie widzę jeden i ten sam baner:


Tak jest, kebab, lub jak ktoś woli - kebap.


Wydaje mi się, że jest on Warszawie równie popularny co precle w Krakowie, pierniki w Toruniu i Doda w Ciechanowie. Gdybym nie widział śniadej cery pana z nożem i nie wiedział, że te budy z mięchem przywędrowały do nas z (no właśnie - z Turcji? z Niemiec?) - to pewnie na pytanie w ulicznej sondzie odpowiedziałbym śmiało: Tradycyjnym warszawskim daniem jest kebab. Baranina, grube, łagodne.


Były już nawet rankingi kebabów warszawskich, założę się też, że jest jakiś blog na ten temat.

Budę z kebsem można spotkać na każdym rogu. Mam wrażenie, że z każdym rokiem jest ich coraz więcej. Swoją drogą, czy ktoś kiedyś widział, żeby właściciel zamykał kebab? Ja nie - a Tele Pizzę obok mnie już dawno zamienili na bank.


Pamiętam jak nie tak dawno na dworcu Warszawa Śródmieście można było przez kilka miesięcy kupić kebab za 5 złotych - nieustająca promocja! Karnawał trwał aż do znalezienia pod PKiNem magazynu mięsa...


Sam zresztą miałem okazję poznać tajniki produkcji tego fast-fooda (?), kiedy na studiach pracowałem w pewnej knajpie w Złotych Tarasach, gdzie daniem głównym był właśnie kebab. A żeby było śmieszniej, restauracja była grecka, właściciel Polak a my zapieprzaliśmy jak murzyni z Madagaskaru. Także było multi-kulti.


Warto zauważyć, że kebab jest jedną z niewielu rzeczy, które w Warszawie są tańsze niż w innych miastach Polski. Spróbujcie kupić np. w Krakowie kebaba za 8 zł. Nic z tego - cena wywoławcza to co najmniej dyszka.

(BTW, w Poznaniu spotkałem kiedyś kuriozum - kebab w kubku:)


Oczywiście, istnieje spore grono przeciwników kebabów. A bo to nie polskie, Araby nas panie zaleją i w ogóle świństwo, z psów to robią i z gołębi.


Może i z psów - ale z jaką klasą!



No dobra - filmik nie z Warszawy, ale i u nas są naśladowcy:


 Hasan daje radę, choć do kolegi z zagranicy mu jeszcze daleko.


Czy jedząc kebab przykładam rękę do arabskiej inwazji na Europę? Pewnie tak samo jak idąc do Chińczyka wspieram państwo środka czy kupując w Biedrze napędzam wzrost gospodarczy Portugalii.


To je globalizacja - tego nie pomalujesz. 


Nie mam nic przeciwko bojkotowaniu kebabów dla dobra polskiej gospodarki, ale wolałbym zamiast bojkotu jakąś polską alternatywę kebaba. I mam na myśli coś z większym polotem niż bułka z pieczarkami.


Na przykład bigos na wynos!

Czy nie byłoby wspaniale, jakby nagle na mieście zaroiło się od szyldów ze swojskim napisem BIGOS?


A na koniec - 4 powody dla których moim zdaniem kebab jest lepszy od bułki z pieczarkami (o której nikt nigdy nie słyszał), zapiekanki i badziewia z kfc i mc donalda.

  1. Za 8-9 zeta można najeść się do syta. To czyni go najbardziej efektywnym fast-foodem w stolicy.

  1. Znajdziesz go wszędzie - w okolicy może zabraknąć kiosku z biletami ZTM ale buda z kebsem będzie na mur beton!

  1. Powiew orientu - zwłaszcza jak na ścianie wisi plazma z której dobiega cię jazgot al-jaziiry, a wąsaci panowie szwargoczą do siebie w jakimś kurdyjskim narzeczu. Jest klimat.

  1. BARANINA - nie wiem jak wy, ale ja zwykle jadam drób i wieprzowinę, a miło jest czasem wbić zęby w coś innego.

A zatem - w oczekiwaniu na bigos, polecam kebsa,

(natomiast nie polecam szwedzkich hot-dogów za 1,50 zł - robią je z pewnej części krowy, chyba łatwo zgadnąć z jakiej:)

9 komentarzy:

  1. Ad. 3 - Al Jazira jest telewizją katarską, prowadzoną po angielsku. Jest to bardzo dobre źródło wiedzy dotyczące wydarzej światowych. Gdyby nie znaczek w rogu telewizora i pasek ze szlaczkami lecący od prawej do lewej, to byś się nie zorientował, że to nie BBC lub CNN. Proszę: http://www.aljazeera.com/

    Jeszcze jedna uwaga, nie poruszyłeś tematu, ale pewnie w trakcie czytania wielu przyszło do głowy. Arab - brudas. Zastanawia mnie skąd się to wzieło. Pomijając fakt, że Turek to nie Arab, to wszyscy są bardzo czyści - możecie sie od nich uczyć higieny polscy Panowie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Stfu, oczywiście szlaczki lecą od lewa do prawa ;) Kierunki mi się pomyliły ;) Pozwolę sobie dodać jeszcze komentarz do Tele Pizzy - nie dziwię się, że zamkneli. Kwestia gustu, ale jakoś nie słyszałam, żeby ktoś 2 razy do tego przybutku zawędrował...

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, rzeczywiście jest angielska wersja - ale o ile ja (i wikipedia:) wiem to oryginał jest po arabsku (http://pl.wikipedia.org/wiki/Al-D%C5%BCazira)

    A co ciekawe, w tej angielskiej dziennikarką jest jakaś Polka (a przynajmniej osoba o polskim nazwisku. Jakaś Gąsiorowska albo jakoś tak.

    A tematu brudasów-arabów nie poruszyłem bo - jak napisałaś (to Ty Michalino?) - Turek to nie Arab a poza tym są czyści jak łza :)
    Więc po po co o tym pisać.


    OdpowiedzUsuń
  4. Pozwolę się odnieść do poszczególnych punktów:
    1. "8-9 zeta posiłek do syta" - no nie wiem czy rzeczywiście taka cena jest bardzo rozpowszechniona, częściej można spotkać 10-11, szczególnie jeśli mówimy rzeczywiście o "grubym łagodnym baranie". Czy jest to najbardziej atrakcyjna oferta? A czy Autor miał okazję jeść podwójną jajecznicę w "Familijnym"? Albo żurek z kiełbasą w "Kurce"? Miał okazję, więc niech sobie przypomni!
    2. "znajdziesz go wszędzie" - czy to jest faktycznie zaleta? Nie wiem jak Autor, ale ja nie lubię, gdy smak jedzenia miesza się ze smrodem peronu dworcowego, albo oparami benzyny z warszawskich ulic. Co więcej często "budy" z kebabami po prostu szpecą otoczenie! Są one ustawiane i przystrajane w taki sposób, że zupełnie nie pasują do charakteru naszego miasta. Nie wiem czy azjatycko-muzułmańskie restauracje w najbardziej reprezentacyjnych miejscach stolicy są czymś, z czego powinniśmy się cieszyć.
    3. "powiew orientu" - litości! Jeśli czuć w takich miejscach jakieś powiewy, to co najwyżej arabsko-tureckiego disco, które miesza się z widokiem tandetnych islamskopodobnych przedmiotów, które do niedawna można było nabyć na stadionie dziesięciolecia.
    4 "baranina" - zadam jedno pytanie: ile baraniny w baraninie? Dziwię się, że Autor nie wie, iż ta "baranina" to jest mieszanka mięs różnego pochodzenia, gdzie dominującym elementem jest wołowina. Natomiast ta mieszanka jest dlatego tak skrupulatnie grilowana przez kilka godzin oraz przyprawiana, zanim Autor wbije zęby w kebaba, aby zneutralizować wpływ czasu i warunków, w jakich to mięso było magazynowane.

    Życzę smacznego! Ja jednak pozostanę przy kotletach, bigosie, zupie i tego typu potrawach.

    OdpowiedzUsuń
  5. To prawda, ciężko jest znaleźć dobry kebab za 8-9 złotych. Jeśli ten wpis przeczyta 100 osób to zamieszczę kiedyś listę 10 tanich i dobrych kebabów w tej cenie :)

    Oczywiście, że Kurka jest bezapelacyjna i wymiata a smaku jej potraf zapomnieć się nie da, ale ma jedną wadę: jest tylko jedna. A kebsów jest wiele. Swoją drogą - o kurce też można by napisać :)

    Jasne, że zamiast azjatycko-muzułmańskich bud z kebabem wolałbym polsko-katolskie budy z bigosem (o tym pisałem:). Jak tylko dorobię się kiedyś kapitału obiecuję postawić taką budę - co tam budę - luksusowy pawilon - z pierogami ruskimi, śledziem po żydowsku i barszczem ukraińskim. Żeby było polsko.

    Ile baraniny w baraninie? Pewnie tyle samo co mięsa w parówkach :) Ale co na to poradzę, mam jeść tylko u Gesslerowej? (:


    Myślę, że zamiast narzekać na kebsy, należałoby znaleźć jakąś polską odpowiedź. Ja proponuję - bigos :)

    To co, zbieramy kapitał? ;)




    OdpowiedzUsuń
  6. Autor buduje tutaj konstrukcję logiczną, z której miałoby wynikać, iż poza kebabami nie da się niczego zjeść - bo alternatywy to albo jedyna, jak podkreśla specjalnie Autor, "Złota Kurka", albo drogie restauracje.

    To nieprawda!

    W Warszawie jest wiele miejsc, w których można zjeść smaczne i normalne posiłki za cenę, która nie przekracza 15 zł. Trzeba tylko odrobiny wiedzy i zmysłu obserwacji, aby takie miejsca dostrzec. Kebab może znaleźć każdy głupi. Jednak jeśli ktoś jest mniej leniwy to w śródmieściu może znaleźć co najmniej kilka ciekawych i, co najważniejsze, "smacznych i tanich" miejsc.
    Oczywiście możemy poddać się modzie na kebaby, ale nie narzekajmy wtedy, że nie ma gdzie zjeść polskiego, normalnego posiłku.

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj Dźwigu, piepszysz o jakichś konstrukcjach.

    Nie dość, że na imprezę z pustymi rękoma przyszedłeś to jeszcze hejtujesz od rana ;p

    Ale dobra - czemu nie - następny post o miejscach gdzie można zjeść obiad do 15 zł.

    I zapraszam do pomocy - może coś polecisz?:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Czy wspomniana Kurka to bar mleczny?
    To ja też poproszę o listę miejsc, gdzie można smacznie i tanio zjeść. Faktem jest, że w Warszawie bywam raz na wiele wiele lat, jednak przy ostatniej wizycie srogo się rozczarowałam stając przed jakąś francuską pakiernią zamiast przez zapamiętanym z dzieciństwa "Karaluchem" z najlepszymi pod słońcem leniwymi... mmmm aż zaburczało.
    Muszę jednak zauważyć (moje doświadczenia są jednak pomorskie), że bary mleczne to też nie to samo co powiedzmy 4-5 lat temu. Kiedyś w mlecznym (swoją drogą dotowanym z publicznej kasy, nie wszystkie oczywiście ale jednak większość) za 8 - 10 pln dostalo się zupę + drugie danie z mięskiem i surówką + kompot. Teraz na taki zestaw trzeba wydać conajmniej 15 pln. A za tyle (jak się wie gdzie i o której!) można zjeść równie smacznie, dostać więcej i niekoniecznie w towarzystwie bezdomnych.
    A kebab, cóż, porywasz i jesz w drodze. Ma to wszystko czego człowiek chce - mięso, surówkę, chlebek. Smaczne, szybko, do zjedzenia w biegu, na stojąco, na siedząco.
    O ile (opinia subiektywna) Polacy osiągneli genialny poziom w robieniu pizzy, to kebab na polskiej ziemi pozostawia jeszcze wiele do życzenia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak jest, Złota Kurka przy pl. Konstytucji to bar mleczny - gorąco polecam:)

    Fakt, Katralucha zastąpili piekarnią, w której kajzerka jest po 10 zł a za cenę bułki tartej można by dojechać polskim busem do Gdańska.

    Nie wiem czy 5 lat temu w warszawskich barach mlecznych można było zjeść dwa dania za 10 zł - to zależy co to są dwa dania:) Bo np. szczawiowa + pyzy to za dychacza jeszcze dziś można znaleźć:) Ale już mielony+ziemniaczki+surówka a wcześniej żurek i deser na końcu, no, może być ciężko się zmieścić w 10 złotych... A zatem zależy, jak leży.

    Ciekawe stwierdzenie z tą pizzą!:) O ile jadłem pizzę w Rzymie i smakowała mi o wiele bardziej, o tyle kebab spożywałem tylko na polskiej ziemi - więc nie wiem jak smakuje inny, np. w Ankarze. Mam nadzieje, że kiedyś się o tym przekonam!

    OdpowiedzUsuń