O wyższości pralki nad telewizorem

Od kiedy wyprowadziłem się z rodzinnego domu nie mam telewizora.


Gadające pudło spotykam okazyjnie. Zwykle w czasie wizyt u rodziców tudzież znajomych.

Mam czasem wrażenie, że w trakcie niektórych spotkań telewizor jest jednym z uczestników rozmowy.

Ba! Bywa, że prowadzi monolog.


Co jednak zrobić kiedy zabraknie tego nieodłącznego towarzysza niedzielnych obiadów?


Pamiętam jak jakieś 2 lata temu mieszkałem razem ze współlokatorem w kawalerce wyposażonej m.in. w pralkę.

W dniu prania, siadaliśmy z kumplem za małym stoliczkiem i wpatrzeni w bęben oczekiwaliśmy w napięciu na reakcję piekielnej machiny rodem z Italii. Żaden z nas nie władał (wówczas) niestety językiem Dantego, a właśnie w nim złośliwi Włosi napisali instrukcję...


Z radością obserwowaliśmy strumień wody lejący się do środka, metafizyczny ruch obrotowy w jedną i drugą stronę, wreszcie energiczne wirowanie z prędkością 1000 obrotów na minutę. Emocje porównywalne do Kryminalnych, W11 czy rozmów Moniki Olejnik.


Z czasem stwierdziłem, że pralka jest o niebo lepsza od szklanego pudełka. Oto:

1. Piorąc - sam wybieram zawartość programu.

2. Zgodnie z potrzebami ustalam temperaturę (debaty).

3. Podobnie z pianą - mniej lub więcej zależnie od potrzeb. A niech ktoś spróbuje uspokoić rozwrzeszczanego polityka! W pralce wystarczy miarka proszku mniej - i już!







Reszta jest w zasadzie podobna. Wartkość akcji przypomina tę w serialach, zawartość programu powtarza się regularnie a wynik jest z góry znany. Rzucę śmiałą tezę, że wpatrywanie się w jedno i drugie urządzenie przynosi podobne, smutne, efekty.


Minus pralki polega na obowiązku opłaty rachunku za wodę i prąd, podczas gdy abonament telewizyjny jest dobrowolną ofiarą.

Skoro jednak i tak muszę płacić, zostanę chyba przy białej skrzynce z okrągłym szkiełkiem.


Besides, it's better to wash your clothes up than to wash yorself out.




 P.S.: Kolejnym plusem podziwiania pralki (a konkretnie tej mojej) może być fakt, że kolega nauczył się włoskiego i spędza tegoroczne wakacje w Genui! Swoją drogą, wciąż czekam na kartkę...

3 komentarze:

  1. Jeżli te 2 lata temu, wpatrując się w pralkę, byłeś studentem i w trakcie obserwacji opijałeś robione pranie, to ja rozumiem. Jeśli tak po prostu siadaliście i się gapiliście, no to... hmmm... ;)

    Telewizor uważam, za rzecz zbędną, zwłaszcza z polskimi programami kiepskiej jakości (masy jednak kochają). Osobiście nie posiadam pudła od lat i nie zamierzam zmianić tego stanu.
    Swoją drogą czytałam dziś arta dotyczącego jakiegoś programu, w którym głównymi bohaterami są rozwydrzone dzieciaki, z którymi rodzice sobie nie radzą + jakaś pani psycholog. Jak można oglądać takie rzeczy? Tym bardziej, jak można brać w tym udział, SPRZEDAWAĆ swoje dziecko, upokarzać i obdzierać z prywatności (kontrowersje dotyczyły głownie tego, że dziewczynka była przez sekundę pokazano nago w łazience)?! No tak, kto by sie przejmował dzieciakiem i konsekwencjami za kilka i więcej lat.

    Abonament radiowo telewizyjny jest ofiarą obowiązkową, tyle, że przez lata nie egzekwowaną (co się ostatnio zmienia na korzyść telewizji).

    OdpowiedzUsuń
  2. Cóż, zwykle faktycznie siadaliśmy przy browarze bądź kolacji:)

    Jeśli chodzi o "abonament telewizyjny" to mam z tym pewien problem. Bo skoro nie trzeba go płacić, to czemu nazywa się "abonamentem"? Źródło wszechwiedzy wikipedia podaje, że abonament to "opłacone prawo do korzystania z określonego świadczenia, zazwyczaj wykupione przedterminowo przez abonenta na pewien okres".

    To jest bardzo dobre pytanie: "Jak można oglądać takie rzeczy?" Też się zastanawiam.
    Ale może ludzie wcale tego nie oglądają... może tylko patrzą na ekran, wyłapują jakieś dźwięki, kolory.
    Czasem nawet emocje - ale bez przesady.
    Może to dla widzów sposób na podpięcie do matrixa? Uciekają od świata, nie ważne gdzie, byle nie myśleć o kolejnej racie kredytu i kiepskie oceny dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie, browar a tym bardziej kolacja, to nie opijanie włączenia pralki ;)

    Podając za wikipedią: "Abonament radiowo-telewizyjny – opłata mająca na celu umożliwienie realizacji misji publicznej telewizji i radia nałożony ustawą z dnia 21 kwietnia 2005 r. o opłatach abonamentowych"

    Za KRRiT: "Opłatę abonamentową uiszcza się z góry do 25 dnia pierwszego miesiąca okresu rozliczeniowego.
    Oznacza to, że abonent wnoszący opłatę 25-go dnia miesiąca terminowo wywiązuje się z ustawowego obowiązku."

    Opłacenie abonamentu JEST OBOWIĄZKOWE i trzeba go płacić (przedterminowo) w przypadku posiadania odbiornika. A że ludzie olewali, i teraz dostają za to wysokie kary, to inna sprawa. Tematu "Misji telewizji publicznej" to może nie poruszajmy, bo chyba nie ma czego...
    Fakt iż ludzie oglądają, jest potwierdzony ilością reklam - nie jestem w stanie tego zweryfikować, ale podobno reklamy w TVP trwają równie długo, jak w stacjach komercyjnych. A żaden reklamowdawca nie zapłaci za reklamę w porze największej oglądalności, jeśli przed telewizorami siedzą ludzie, którzy w mózgu nie odnotowują tego co widzą (równie dobrze mogli by się gapić na pralkę - efekt ten sam)

    OdpowiedzUsuń