Nad pocztówką rozkminy

Wróciłem dziś z krainy tysiąca jezior. Krótki, ale sympatyczny wypad.

Po trzech godzinach podskakiwania w busie z Mikołajek przez Mrągowo do Warszawy, dotarłem do domu a tam w skrytce na listy miła niespodzianka!

Dotarła kartka od przyjaciela, który smaży się teraz w słonecznej Italii (ten sam od pralki).

Mała rzecz, a cieszy.

Człowiek siada w fotelu, ogląda zdjęcie na okładce, czyta krótkie pozdrowienia (co przy charakterze pisma niektórych może zająć chwilę lub dwie...) i może na chwilę przenieść się w zupełnie inne miejsce.

I to nie dzięki technice 3D, google mapsowi czy innym bajerom, ale dzięki temu, że ktoś włożył wysiłek w wybór kartki, potem siedząc gdzieś w cieniu naskrobał kilka słów i wreszcie wrzucił pocztówkę do skrzynki. 

A ta, przewędrowawszy setki kilometrów, przywiozła mi ze sobą część tamtego spalonego przez słońce włoskiego miasta. Kolor dachówek, kształt chmur, smak gelati i potęgę XIII-wiecznej katedry. Wszystko na kawałku papieru.

Poza tym, miło jest wiedzieć, że ktoś pozdrawia cię i myśli o tobie, samemu będąc oderwanym od świata.

Równie sympatyczny wydaje mi się zwyczaj wysyłania kartek na święta. Nawet jeśli życzenia są produkowane hurtowo dla wszystkich a kartki wysyła ta sama osoba co roku podpisując się za całą rodzinę. To i tak miły gest, a dla niektórych może nawet jedyna okazja do przypomnienia sobie o ciotce czy babci, do której nie odzywało się przez cały rok. A już na pewno lepsze to niż idiotyczne sms-owe wierszyki. 

Całe szczęście, że w świecie zdominowanym przez wiadomości złożone z zer i jedynek, pozostają jeszcze papierowe pocztówki.

Nie zastąpi ich żaden sms czy e-mail. I mam nadzieję, że tak zostanie.

P.S. Ten teledysk wymiata, a wszystkie gwiazdki zatrudniające gołe baby kręcące tyłkami na ich klipach mogłyby Skaldom buty wiązać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz