Angielska herbatka

Jest za gorąco żeby myśleć konstruktywnie.

W takie dni z rozczuleniem wspominam pracę w drukarni, na kasie czy na kuchni, gdzie nikt ode mnie nie wymagał używania mózgu... Wystarczało przez 8 godzin kroić cebulę i fajrant!

Kiedy temperatura przekracza 35 stopni a w biurze nie ma klimy, mózg się po prostu wyłącza. I choćbyś nie wiem jak się starał - nie wymyślisz nic. Siedzisz ,wpatrujesz się w ekran, otwierasz nowe karty i guzik panie, null, zero.

Pamiętam, że podobna pogoda była gdy pojechałem szukać szczęścia do Anglii. Miałem 17 lat, miasto nazywało się Bristol a ja byłem pracownikiem marzeń. Młody, pracowity i naiwny.

Niby nie jechałem w ciemno, ale pracy nie było. Chodziłem, szukałem, pytałem - nic.

Nie miałem roweru więc wszędzie chodziłem pieszo a Bristol, cóż, jest ciut większy niż Pułtusk.

Po tygodniu spania na twardym jak deska łóżko, chodzenia po całym mieście i słuchania "No, no job here" czułem się jak bezdomne psisko.

Pewnego dnia zapuściłem się naprawdę daleko. Dzielnica wyglądała mało sympatycznie, zaczynało się ściemniać a do domu był kawałek drogi. Kiedy już straciłem nadzieję wstąpiłem do jakiejś małej knajpki. Za ladą stała kobieta w średnim wieku i wycierała ścierką szklanki. Na moje pytanie pokręciła głową. Być może wyglądałem wtedy jakby mój dom spłonął, moi rodzice zginęli w katastrofie lotniczej a akcyza na browar wzrosła trzykrotnie. Czyli żałośnie. Dość, że powiedziała żebym usiadł po czym przyniosła mi herbatę. Zapierałem się, że nie mam kasy - bezskutecznie. Po chwili doniosła mi jeszcze tosta z jajkiem.

Kiedy wychodziłem powiedziała coś w stylu "Głowa do góry!".

Pamiętam, że poczułem się wtedy jakbym na chwilę wrócił do domu. Poczęstowany herbatą przez zimnych, powściągliwych i niegościnnych Anglików. 

Co prawda, fortuny nie zarobiłem ale wróciłem do kraju z myślą, że nawet bardzo daleko od domu można poczuć się jak u siebie.

Liczę, że będę się mógł kiedyś odwdzięczyć.

Tylko skąd do cholery wytrzasnę Anglika szukającego pracy w Warszawie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz